Artykuł oryginalnie został opublikowany na tej stronie.

Kiedyś, dawno temu, jeszcze jako prawilny skurwiel ratownictwa, w czyich naczyniach dwa ostatnie erytrocyty ganiały się w pięciu litrach Red Bulla, postanowiłem policzyć ile muszę pracować, żeby wozić się po świecie prywatnym odrzutowcem. Nie ukrywam, że inspiracją był Dan Bilzerian oraz fakt, że za każdym razem kiedy facet ma ochotę nakarmić żółwie na Galapagos, to leci na Galapagos i karmi żółwie. Tak po prostu. Możliwość robienia tego co ci przyjdzie do głowy, a nie tego co jest dostępne w twojej klasie ekonomicznej, stała się poniekąd definicją wolności.

Nie przedłużając, kalkulator pokazał trzysta tysięcy godzin. W miesiącu.

Tak zacząłem analizować nasz system ochrony zdrowia od strony administracyjnej. Nie po to, żeby go zrozumieć, a po to, żeby go oszukać – fizycznie przecież nie mogłem robić więcej niż sześćset godzin.

Okazało się, że prawo rzeczywiście jest zagrodą dla baranów, przez którą wilk przeskoczy i pod którą wąż się prześlizgnie. Po drugiej stronie bowiem nikt nie ściga ani wilków, ani węży. Jak już tam się znajdziesz, to płacisz „wpisowe” i jesteś. Jedyne, czego nie wolno, to rozwalać ogrodzenia z buta. Wtedy, ku przestrodze, idziesz na rzeź na oczach innych baranów.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że cały ten system opiera się na dobrym słowie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że systemy informatyczne raz, nie działają, a dwa, są ze sobą niekompatybilne. Jakiż byłem szczęśliwy, kiedy zrozumiałem, że tłuste grażynki niczego nie weryfikują, bo są za głupie. I mogą gubić dokumenty. I nikt ich za to nie rozlicza, bo wilki i węże mają to w dupie, a barany wstydzą się zapytać.

Piszę o tym, bo widzę, że wy się naprawdę przejmujecie. Tym, że nie ma ratowników, tym, że nie ma lekarzy, tym, że nie ma pielęgniarek, leków, sprzętu, terminów i td. Wam naprawdę się wydaje, że ten system został powołany do ratowania życia.
Najbardziej zhiperbolizowana wersja ówczesnego ratownictwa wyglądała by tak: nie ma ratowników, nie ma dyspozytorów. Są psychoterapeuci na słuchawce, dosadnie tłumaczący ludziom, że wykoleił się autobus z dzieciaczkami i dlatego nie ma karetek. Trzy razy na dobę pan Henio objeżdża miasto na sygnale, żeby ludzie myśleli, że mają pogotowie. Na szybach od wewnątrz przyklejone zdjęcia uśmiechniętych ludzi w czerwonych polarach. Rozumiecie?

Na co dzień oglądacie zapijaczone kurwy, pośrednio zabijające niewinnych ludzi, poprzez wzywanie was do delirek, a dalej wierzycie w Świętego Mikołaja.

Ile razy słyszeliście od rodziny zmarłego, że spotkamy się w sądzie, że biegły sprawdzi prawidłowość i celowość każdego działania i td? A ile razy rzeczywiście ktoś was pozwał? Wiecie, że gdybyście naprawdę nic nie robili, nawet nie oceniali rytmu, to i tak by była cisza? Dlatego, że ludzie pochłonięci przez sprawy pogrzebowo-spadkowe nie mają już paliwa w mózgu na sądzenie się z medykami. Smutne i cyniczne, ale o to w tym wszystkim chodzi. W dziale sprzedaży mówisz, że odkurzacz robi loda. W dziale obsługi klienta mówisz: „mam wszystkim powiedzieć, że uwierzyłeś, że odkurzacz robi loda, czy sobie stąd pójdziesz?”

Musicie zrozumieć, że macie dobry sprzęt, bo jego produkcja i sprzedaż to biznes. A twój dyrektor, który jest w partii politycznej, musi się pochwalić przed wyborcami, chociażby jako sprzymierzeniec.

Ratować, ratowniku, możesz sobie prywatnie, jak najedziesz na wypadek. W robocie jesteś tylko od generowania poczucia bezpieczeństwa wśród pospólstwa. Tak że możesz spokojnie nigdzie się nie ruszać, tylko klikać co jakiś czas kolejne statusy na tablecie. To niczego nie zmieni. Ten system to fikcja.

 

 

 

A.