Artykuł oryginalnie został opublikowany na tej stronie.

Gościem Radia Wrocław była dziś siostra Adama Bieleckiego, który brał udział w akcji ratunkowej na Nanga Parbat. Z himalaistką rozmawialiśmy zarówno o wydarzeniu, którym przez weekend żyła cała Polska jak i o tym jak teraz będzie wyglądała wyprawa na K2.

Wojciech Janicki: Udało się uratować Elisabeth Revol, która bardzo pomogła ekipie ratowniczej bo gdyby nie jej wysiłek, ze schodziła z tego szczytu to pewnie byłoby bardzo źle.
Agnieszka Bielecka: Tak. Tu trzeba mieć świadomość, że rozmawiamy o bardzo trudnych warunkach atmosferycznych to po pierwsze, ale rozmawiamy również o działaniu w warunkach hipoksji czyli ograniczonego tlenu. Na tych wysokościach tego tlenu jest dużo mniej myślę, że około 5 tysięcy rozmawiamy o połowie zawartości w litrze powietrza. To powoduje, że wysiłek, który tam podejmujemy jest dużo inny. Ja sobie wyobrażam, że każdemu przeciętnemu człowiekowi wydaje się, że dwóch chłopów weźmie jedną dziewczynę i ją zaniesie kawałek to w warunkach Wrocławia nie przerasta niczyich możliwości. Natomiast w momencie w którym rozmawiamy o wysokości 6000 m. n.p.m. to zmienia wszystko. To naprawdę był kluczowy element całej akcji ratowniczej, że Elisabeth była w stanie się przemieszczać samodzielnie. To, że po pierwsze zeszła najniżej jak się dało ponad Orle Gniazdo do ekipy ratowniczej co jakby skróciło ten czas dotarcia do niej i to, że była w stanie współpracować przy zjeździe przez ścianę Kinshofera. To był ten najtrudniejszy odcinek. Myślę, że możemy dosyć bezpiecznie założyć, że pomoc ratowników dla Eli była kluczowa. Bez Denisa, Adam, Piotrka i Arka prawdopodobnie nie udałoby się jej wyjść cało z tej przygody. Znowu trzeba sobie wyobrazić, że czym innym jest przemieszczanie się z odmrożeniami, w kiepskim stanie z odwodnieniem i wychłodzeniem i być może początkiem…