Artykuł oryginalnie został opublikowany na tej stronie.

Świat jest względnie poukładany. Sorry, nie względnie. Wizualnie. Względnie to chyba nie ma czegoś takiego jak poukładanie, no chyba że ktoś w końcu powie, skąd to wszystko się wzięło i dokąd zmierza – wtedy można będzie obiektywnie oceniać przeróżne aspekty i decydować o tym, czy jest w miarę „dobrze”, czy… stabilnie.

I nic się nie zmienia. Mądrzejsi doją głupszych. Najmądrzejsi doją mądrych w taki sposób, by tamci doili głupszych, nieświadomie zmuszając ich do dojenia tych najgłupszych. Tak, żeby wszyscy byli zadowoleni i myśleli, że są „kimś”. Poza niewieloma wyjątkami, im więcej chce się kogoś doić, tym więcej mu się wciska ideologii. I w zasadzie to głupszych/mądrzejszych można spokojnie zamienić na mniej/bardziej naiwnych lub podatnych.

„Gówno dostaniesz, ale za to jesteś zajebisty.” Albo: „Gówno dostaniesz, ale jesteś z nami przeciwko tamtym chujom, którzy są chujami, bo…” – i tutaj wstaw coś skutecznie łapiącego wybraną grupę docelową za serduszko. Dalej to już tylko improwizacja i wyścig – kto pierwszy do kogo dotrze. Czyli, na przykład: kto nie kodziarz, ten katol, kto nie katol, ten komuch, kto za aborcją, ten pedał, kto nie pedał, ten faszysta, a kto ma wyjebane, ten ruski agent. Albo jakiejkolwiek innej, w miarę chwytliwej i nieskomplikowanej konfiguracji.

I właśnie tym sztucznie wykreowanym poczuciem własnej wartości i/lub przynależności, osiąga się własne cele, na koniec wręczając „głupszym” (podatniejszym, naiwniejszym) dwa złote i uścisk dłoni kogokolwiek. Czyli, na przykład, sprzedaje się własnym pracownikom takie postulaty protestów, które mają wykończyć konkurencję. I jeszcze jest się „dobrym”, bo przecież się ich wspiera w walce z niegodnością i brakiem sprawiedliwości względem innych grup zawodowych. A tak naprawdę, to tylko taki bardziej zaawansowany coaching.

„Zawsze zakładaj największy venflon w najmniejszą żyłę!”

„Przeciwwskazania są tylko w twojej głowie!”

„Nie pozwól, by saturacja pacjenta spadła poniżej setki!”

Ktoś by się na to nabrał? Niestety, tak.

Tak że jeżeli wczoraj przepaliliście noworocznego klina szlugiem i tym samym spuściliście połowę swoich postanowień do kibla, to nie martwcie się, bo to nie są duże zmiany. Prawdziwe zmiany są tam, gdzie jest większa świadomość. No a świadomość jest między innymi tam, gdzie nie pozwala się klepać siebie po plecach i opychać sobie wyimaginowanego szczęścia. Szczególnie w branży, na którą ma się monopol.

#pięćdychdlaratownika
Tego wam życzę. I świadomości. A poza tym, wszystkiego tego samego.

A.